Można pytać dlaczego tak a nie inaczej i kto ma do tego prawo. Można zastanawiać się, kto wyznaczył tzw. „normę” i dlaczego niby biust w rozmiarze B czy C jeszcze mieści się w kanonie, ale już E nie. Nie wiem i nie śmiem tego oceniać. Mam tylko nadzieję, że zważywszy na środki jakie dzisiejsi producenci wkładają w ręce tych, którzy są poza normą, sprawy te pójdą nieco ku lepszemu. Już jest lepiej. Małobiuściaste mają przecież swoje push up’y, a
duże biustonosze są tak piękne, zmysłowe i eleganckie, że grzechem byłoby się z nich śmiać. Oczywiście, sprawiam tu nieco sprawy na ostrzu noża. Wiadomo przecież, że duże piersi od zawsze były przedmiotem pożądania ze strony mężczyzn, a małe biusty traktowano jako bardzo praktyczne. Z drugiej jednak strony nigdy nie brakowało przecież skeczów, które ze zbyt dużego czy zbyt małego się natrząsały. Każdy zapewne mógłby wymienić choć jeden film, w którym pojawia się scena traktowania stanika-wiaderka jako czapki i zakładania go na głowę. Dla mnie osobiście mało śmieszne, ale najwidoczniej niejeden scenarzysta, reżyser i producent się uśmiał. Dlatego cieszę się tak bardzo, że producenci bielizny wreszcie postawili na biustonosze w dużych rozmiarach i nieestetyczne, nudne, monochromatyczne wiaderka zamienili na seksowne koronki i satyny, figlarne kokardki i tasiemki. Naprawdę coraz piękniejsze są te duże staniki i coraz więcej firm zajmuje się ich produkcją. Wystarczy zerknąć na propozycje takich marek jak Kostar, Gaia, Konrad, Gorsenia, Milena czy Kinga.
Trudno się oprzeć. I naprawdę, nie ma podstaw ku temu, by się śmiać. Choć niewybredni dowcipnisie zawsze znajdą dziurę w całym.