
Od kilku lat bracia Władimir i Witalij Kliczko dominują w wadze ciężkiej. Praktycznie nikt nie jest w stanie chociażby zagrozić potężnym Ukraińcom. Dwumetrowi bokserzy prawie wszystkie pojedynki kończą przed czasem. Urośli oni do rangi jednych z najwybitniejszych pięściarzy w historii wagi ciężkiej. Ale czy na pewno zasłużyli na takie miano?. Młodszy z braci Kliczko - Władimir, w swojej karierze doznał trzech
kompromitujących porażek i to przed czasem, i w rzeczywistości nie zmierzył się z żadnym naprawdę dobrym bokserem. Co prawda jego brat Witalij stoczył w 2003 r, pojedynek z już legendarnym Lennoxem Lewisem, ale ostatecznie go przegrał przez kontuzję spowodowaną ciosem Lennoxa. Ale on również od tamtych czasów nie walczył z nikim naprawdę wymagającym.
Oczywiście nie leży tu wina po stronach pięściarzy, bo przyczyną takiego stanu rzeczy jest nieurodzaj bokserski w wadze ciężkiej trwający już od 10 lat. Dawno minęły czasy Mika Tysona, Evandera Holyfielda czy wspomnianego Lennoxa Lewisa, nie mówiąc o epoce, w której walczyli Muhammad Ali, Joe Frazier i George Foreman. Dziś nie ma pięściarzy, którzy nawet w połowie dorównują umiejętnościom wyżej wymienionych. Bracia Kliczko mają te szczęście lub pecha, że walczą w takim a nie innym okresie, i tak naprawdę trudno w pełni zweryfikować ich prawdziwą siłę. Być może najbliższy czas nieco to zmieni gdyż obaj zmierzą się z bokserami, którzy są inni od poprzednich ich przeciwników, mowa tu o Tomaszu Adamku i Davidzie Haye'u. Obaj są bardzo szybcy i o wiele mniejsi od innych ciężkich, przypominają bardziej dawnych mistrzów. O ile Polakowi może do wygranej zabraknąć siły, o tyle David Haye taką posiada i może sprawić niespodziankę i wykazać wszystkie mankamenty Władimira Kliczki. Oczywiście Adamkowi także trzeba życzyć, aby nad siłą, górę wzięła szybkość i spryt. Miejmy nadzieję, że czas pokażę czy ukraińscy bracia rzeczywiście są tak mocni za jakich się ich uważa i zasługują na miano legend tej dyscypliny sportu.